|
Dodano: 2009-02-16 Kowal zawinił, Cygana powiesili?Północny kierunek rozwoju Koszalina i marsz ku brzegom Jamna, to nie kolejna idée fixe obecnej władzy, ale prosta konsekwencja działań podjętych pół wieku temu. Decyzja "otwarcia wrót północnych" zapadała w Warszawie, a nie w Koszalinie. I to Warszawa powinna czuć się za nią odpowiedzialna.
Nie wiedzieć czemu, w dyskusji o połączeniu Koszalina z Jamnem i Łabuszem, pomijany jest zasadniczy wątek. Za koncepcję rozwoju miasta w kierunku północnym odpowiada Rząd, a nie Miasto. Nawet jeśli obecnie nie poczuwa się do ciągłości państwowej z Rzeczpospolitą Drugą i Pół, jak nazywano PRL. Nie może być tak, że rząd przez pół wieku kazał nam rozwijać się w jednym tylko kierunku, a dzisiaj nie zamierza ponosić konsekwencji. Że najpierw otworzono nam szeroko wrota północne, a teraz - kiedy zaczynamy się dusić - zatrzaskuje się nam je przed nosem. Gdyby rząd tak uczynił, byłoby to nic innego, jak wdrożenie do życia publicznego znanej zasady: "kowal zawinił, Cygana powiesili". Z wydanej w 1967 roku monografii Koszalina pod redakcją Bogusława Drewniaka i Henryka Lesińskiego, można się sporo dowiedzieć o planach rozwojowych miasta z wczesnych lat 60-tych lub nawet późnych lat 50-tych ubiegłego stulecia. Warto je zacytować w całości: Najwięcej wszechstronnych walorów posiada dzielnica przemysłowa projektowana w rejonie obecnej wsi i jeziora Jamno. W tej dzielnicy mieścić się ma przyszły koszaliński ośrodek morski. Ośrodek ten stanowi centralny punkt całej koncepcji przyszłego rozwoju Koszalina [podkreślenie - red.] W skład jego mają wejść następujące elementy: stocznia produkcyjna, stocznia remontowa, port, baza rybołówstwa dalekomorskiego i kutrowego. Ośrodek morski zatrudniłby kilkanaście tysięcy osób. Jego budowa byłaby równoznaczna z awansem Koszalina do rzędu najbardziej dynamicznych ośrodków w kraju. Nasuwa się tu pytanie: w jakim stopniu koncepcja ta jest realna? Czy można poważnie liczyć się z wprowadzeniem jej w życie? Autorzy koncepcji wyraźnie podkreślali przyszłościowy charakter projektu, nie kryli też swych obaw i zastrzeżeń, co zawsze cechuje projekty realistyczne: Wiele względów natury ekonomicznej i technicznej przemawia za projektem budowy ośrodka morskiego w Koszalinie. Nie ulega wątpliwości fakt, że jest to koncepcja możliwa do urzeczywistnienia, oparta na racjonalnych przesłankach. Jednakże rozmiary tej inwestycji, jej ciężar gatunkowy i znaczenie dla całej naszej gospodarki są tak wielkie, że decyzje nie mogą tu zapadać pochopnie. Trudno ich oczekiwać w najbliższych latach. "Morska" przyszłość Koszalina pozostawać więc jeszcze musi, być może dosyć długo, w sferze projektów i dyskusji. Naturalnie nie wyklucza to możliwości dokonywania określonych posunięć, które w sposób organiczny lub świadomie zamierzony umacniać będą argumenty, przemawiające za budową ośrodka morskiego w Koszalinie.
Takie "posunięcia" nastąpiły, a miasto zaczęło rozwijać się w takim tempie, że musiało to zaskoczyć samych autorów projektu. Jednym z czynników dynamizujących rozwój była bez wątpienia decyzja o organizacji ogólnopolskich dożynek w 1975 roku. Wiemy też, że koncepcja była realizowana konsekwentnie, o czym świadczy współczesne "morskie" nazewnictwo ulic, a nawet całych dzielnic Koszalina (ulica Bosmańska, czy osiedle "Morskie"). Nie było to nazewnictwo przypadkowe, ale miało ścisły związek z planami rozwoju miasta i urbanistycznymi założeniami. W cytowanej książce B. Drewniaka i H. Lesińskiego czytamy dalej: Jednym z takich czynników, przybliżających w sensie przenośnym i dosłownym Koszalin do morza, jest kierunek rozbudowy osiedli mieszkaniowych. Warunki naturalne, ukształtowanie terenu, względy techniczne i ekonomiczne decydują o tym, że Koszalin rozbudowuje się i będzie się nadal rozbudowywał w kierunku północnym, w stronę morza [podkreślenie - red.]. Dzisiejsze osiedle Koszalin "Północ" stanowi pierwszy i najskromniejszy etap budowy przyszłego, dużego miasta. W ślad za rozwojem nowych osiedli mieszkaniowych centrum miasta stopniowo przemieszczać się będzie również w kierunku północnym. Centralny ośrodek. usługowy powstanie w rejonie obecnej ulicy Młyńskiej. Dla mieszkańców nowych osiedli wybudowany zostanie drugi, niewielki dworzec kolejowy w rejonie ulicy Władysława. IV, na styku obecnej szosy i linii kolejowej. Zwróćmy uwagę - słowa te napisano w 1967! Co ciekawe, koncepcja była realizowana przez następne 45 lub 50 lat, licząc od chwili jej powstania, co dzisiaj wzbudza podziw ze względu na konsekwencję i wierność przyjętej linii ideowej. Mamy tutaj wyraźne połączenie wielowiekowych zabiegów polskich i walki o dostęp do morza - a więc racją stanu uniwersalną, niezależną od epoki historycznej - z potrzebą budowania lokalnej tożsamości i nadawania miastu charakteru morskiego. Patronował tej koncepcji król Władysław IV (główna ulica kompleksu "Północ" i oś posuwania się ku morzu). Jeśli przypomnimy sobie, że w PRL-u preferowano zgoła inne racje ideowe, możemy sobie wyobrazić, że podjęcie i utrzymanie tej koncepcji, wymagało od autorów nie lada odwagi, wyobraźni i zwykłego sprytu. Wyprowadzenie w pole partyjnych ideologów, nie było w owym czasie sprawą łatwą. Dzisiaj wiemy już, że opracowany przez młody, ambitny zespół Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Koszalinie plan zagospodarowania przestrzennego miasta uzyskał w 1965 roku nagrodę ministra budownictwa. O ile sama "idea północna" powstała prawdopodobnie w Koszalinie, to już decyzje strategiczne w państwie, w którym o przeznaczeniu desek i gwoździ decydował urzędnik, były wynikiem zamierzonej i celowej polityki rządu. W warunkach centralnego planowania nie mogło być mowy o samodzielnych i autonomicznych działaniach Koszalina w dziedzinie strategicznego rozwoju. Preferencje i priorytety były inspirowane, koordynowane i zatwierdzane przez Komisje Planowania przy Radzie Ministrów. Wszystko wymagało uruchomienia ogromnego procesu decyzyjnego - rezerwowania terenów pod przyszłą zabudowę, projektowania odpowiednich arterii komunikacyjnych, osiedli mieszkaniowych, infrastruktury komunalnej i placówek użyteczności publicznej. Skutki tamtych decyzji ponosi Koszalin do dziś i nie ma już możliwości odwrócenia kierunku rozwoju miasta. Zmiany ustrojowe w Polsce, nie mogą stać się pretekstem do zerwanie z przeszłością na polu urbanistycznym i wyrzuceniem wszystkich koncepcji rozwojowych do kosza. Mleczko już się rozlało.
Miasto posuwało się więc w kierunku morza bardzo szybko i konsekwentnie, wzdłuż naturalnej doliny przecinającej Koszalin, postępując w kierunku Jamna zarówno po prawej stronie doliny (osiedla "Północ" i "Na Skarpie"), jak i po lewej (osiedla "Morskie"). Płynąca dniem doliny rzeka, a raczej ciek wodny zwany Dzierżęcinką, rozgraniczały kierunek północny na swoiste "prawobrzeże" i "lewobrzeże". Klamrą spinającą te dwa obszary, był wiadukt nad doliną (Aleja Monte Cassino) nazywany przez osoby nie pozbawione poczucia humoru, chociaż zupełnie pozbawione zmysłu topograficznego, "największym mostem nad najmniejszą rzeczką". W rzeczywistości jest to most nad naturalną doliną, przecinającą miasto na pół wzdłuż osi północ-południe. Most strategiczny dla Koszalina, bo łączący dwa główne kierunki rozbudowy miasta - północny ("Północ") i połnocno-zachodni ("Morskie"). Osiedle "Północ", które w latach 60-tych kończyło się w rejonie obecnego skrzyżowania ulic Władysława IV i Wańkowicza, doszło aż do torów kolejowych, a w ostatnich latach nawet je przekroczyło (osiedle "Unii Europejskiej"). Znacznie wcześniej teren między Koszalinem a Jamnem swoją mrówczą pracą zagospodarowywali działkowicze. Po drugiej stronie doliny Dzierżęcinki w równie imponującym tempie rozbudowywano osiedle "Morskie", stawiając w centrum ogromną kotwicę oraz nadając wszystkim ulicom nazwy związane z morzem i gospodarką morską: Rybacka, Bosmańska, Jachtowa, Kapitańska, Wydmowa, Dokerów. Geograficznie najbardziej na północ wysforował się w latach 90-tych kierunek północno-wschodni, położony między leśnymi stokami Góry Chełmskiej a linią kolejową Koszalin-Gdańsk i przeznaczony głównie pod rozbudowę jednorodzinną. W ciągu kilku dziesięcioleci nie zbudowano niemal nic na wschód, południe i zachód od Koszalina! Główną osią "ekspansji" pozostała ulica Władysława IV. Jak się przekonamy, nieprzypadkowo. Czas na wnioski. Skoro się powiedziało "A", należy powiedzieć "B". Skoro kiedyś władze państwowe przyjęły dla Koszalina ten a nie inny kierunek rozwoju, to mamy prawo oczekiwać od następnej władzy zachowania ciągłości tej koncepcji. Bo władze i ideologie się zmieniają, a ludzie, którzy są podmiotem państwa, zostają ze swoimi problemami sami. Ludzie zaś, nie chcę już być tylko nawozem historii, mierzwą, służącą władzy do eksperymentów, za które nikt nie chce później brać odpowiedzialności. Krzysztof Wojnicki Niebawem kolejny artykuł - kim był król Władysław IV i dlaczego jedna z najważniejszych ulic Koszalina nosi jego imię.
|
| Koszalin 2009 | www.komk.ovh.org | © Komitet Obywatelski Miasta Koszalina |