Dodano: 2008-07-25


Stan wojenny w Koszalinie


W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Rada Państwa uchwaliła dekret o wprowadzeniu stanu wojennego. (1) Żadne źródła historyczne nie precyzują godziny uchwalenia dekretu ani sposobu jego "nadzwyczajnego" ogłoszenia. (2) Tekst dekretu o stanie wojennym został przygotowany z dużym wyprzedzeniem i razem z innymi aktami prawnymi stanowiącymi "pakiet" był przechowywany w Wojewódzkim Sztabie Obrony w Koszalinie. W dniu 13 grudnia 1981 r., o godzinie szóstej, płk Zbigniew Szymański, szef wojewódzkiego KOK-u (Komitetu Obrony Kraju - A.F.) dostarczył wojewodzie koszalińskiemu Janowi Urbanowiczowi "pakiet", w którym prócz dekretu Rady Państwa o wprowadzeniu stanu wojennego (bez daty!) znajdowały się zarządzenia, instrukcje oraz wytyczne (podstawą prawną do ich wydania był przywołany dekret o stanie wojennym - A.F.) do natychmiastowego wykonania. Wezwani do Urzędu Wojewódzkiego przedstawiciele poszczególnych urzędów miejskich i gminnych otrzymali przygotowane dla nich "pakiety". (3)

13 grudnia 1981 roku - gen. Wojciech Jaruzelski ogłasza w telewizji wprowadzenie stanu wojennego.
(Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Wołyńca)

Z wielogodzinnym wyprzedzeniem przygotowywały się do wprowadzenia stanu wojennego resorty siłowe MON i MSW. Po informacji z Warszawy, komendant wojewódzki MO w Koszalinie płk Andrzej Marcinkowski polecił wyjąć z szafy pancernej dokument opatrzony kryptonimem "Sasanka", złamać pieczęcie i wykonać zawarte tam rozkazy. Po rozmowie telefonicznej (telekonferencja - A.F.) z zastępcą komendanta głównego MO gen. brygady Adolfem Rusinem (już oficjalnie - A.F.), płk Marcinkowski wydał zarządzenie w sprawie powołania grupy śledczej do realizacji zadań określonych w wytycznych dyrektora Biura Śledczego MSW, w tym: internowania, przeprowadzenia postępowań karnych oraz dotyczących wykroczeń. Na kierownika grupy wyznaczono płk. Kazimierza Frydrychowicza, naczelnika Wydziału Śledczego, a na zastępcę majora Alojzego Stasiaka, zastępcę naczelnika Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego. W skład grupy wchodziły zespoły do spraw: ewidencji, postępowań karnych, wykroczeń oraz sekcja operacyjna do spraw aresztów i sekcja techniczno-ochronna. (4) Na czele każdej grupy stał jej kierownik oraz zastępca.

Dokładne ustalenie daty oraz godziny ogłoszenia "wprowadzenia stanu wojennego na terytorium PRL" jest istotne, ponieważ o północy z 12 na 13 grudnia w całym kraju wyłączono telefony, zamknięto przejścia graniczne, zatrzymano lokalne pociągi, komunikację miejską oraz przerwano nadawanie programu telewizyjnego. W tym samym czasie w województwie koszalińskim rozpoczęto realizację sprawy kryptonim "Jodła", tj. aresztowań działaczy "Solidarności". (5) Aresztowań dokonywały grupy funkcjonariuszy SB i MO. Szczegółowe zadania poszczególnym grupom przydzielono na odprawie służbowej. Były to zadania trudne do wykonania i wielu funkcjonariuszy przeżywało osobisty dramat. Każda grupa miała do wypełnienia inne zadanie. Jedni dokonywali aresztowań, inni zajmowali ważne strategicznie obiekty użyteczności publicznej, pozostali powiadamiali wytypowane osoby o obowiązku natychmiastowego udania się do miejsca służby lub pracy, kolejni pełnili służbę patrolową. Podczas "nocnych" aresztowań działaczy "Solidarności" wchodzili do mieszkań - nierzadko "z drzwiami wywalonymi butami lub łomem" - oficerowie SB lub MO i milicjanci. "Z drzwiami" wchodzono do mieszkań koszalińskich działaczy "Solidarności": Władysława Szpindora i Czesława Pezały, natomiast okopane drzwi do mieszkania Grzegorza Stachowiaka ocalały - trzymając się futryny jednym zawiasem. (6) Dramatyczne okoliczności powodowały u internowanych i ich bliskich wybuchy agresji lub histerii, dochodziło do utarczek, a nawet walki wręcz. Funkcjonariusze przywozili zatrzymanych do Wydziału Śledczego KWMO w Koszalinie i składali raporty, trwało to wiele godzin. Stąd internowanych przewożono do Zakładu Karnego w Wierzchowie. (7) Każdy z osadzonych powinien otrzymać decyzję "o pozbawieniu go wolności", wydaną przez komendanta wojewódzkiego MO na podstawie dekretu z 7 grudnia o ochronie bezpieczeństwa i porządku publicznego w czasie obowiązywania stanu wojennego. Tyle teoria, w rzeczywistości internowani w województwie koszalińskim otrzymali decyzje w dniach 13-16 grudnia 1981 r., natomiast ogłoszenie dekretu nastąpiło 19 grudnia 1981 r. Władza, która wystąpiła w obronie ładu i porządku publicznego, łamała prawo.

W tym czasie, kiedy dokonywano internowań, w hali sportowej "Gwardii" w Koszalinie rozpoczęto formowanie Pułku Manewrowego wchodzącego w skład sił MSW. Pułk składał się z 3 batalionów i liczył około 1 000 osób. W skład I Batalionu Operacyjnego wchodziła: Kompania BCP (8), Kompania Szturmowa ZOMO (9) (w tym grupa specjalna) oraz Piąta Kompania ROMO (10), w skład II Batalionu Wsparcia wchodziły trzy kompanie ROMO. III Batalion składał się z dwóch Kompanii ROMO oraz Kompanii Zaopatrzenia.

Koszalin, 13 grudnia 1981 roku. Wozy pancerne podążające w kierunku Gdańska - ulica Fałata na wysokości stadionu Gwardii. Zdjęcie wykonano z ukrycia, z balkonu wieżowca przy ulicy Wańkowicza.
(Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Wołyńca)

Podczas formowania pułku, powołany do ROMO rezerwista Zbigniew Lipiński z Białogardu odmówił przyjęcia pałki i miotacza gazu, uzasadniając to przekonaniami religijnymi. Za odmowę wykonania rozkazu został aresztowany 14 grudnia 1981 r. i skazany przez Sąd Wojskowy Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na karę trzech lat pozbawienia wolności. (11) Głównym miejscem stacjonowania Pułku Manewrowego był Ośrodek Wczasowy MSW w Unieściu. Dodatkowymi miejscami dyslokacji pułku było sanatorium MSW w Kołobrzegu oraz ośrodki internowania, w których powołani rezerwiści pełnili służby wartownicze.

Fakty, takie jak systematyczne uzupełnianie środków materiałowo-technicznych w II półroczu 1981 r. przez wydziały logistyczne koszalińskiej MO, testowanie przez wydziały SB i MO oraz komendy i komisariaty MO nowych kodów alarmowych na wypadek "W", wypełnianie przez funkcjonariuszy kolejnych szczegółowych ankiet osobowych - składanych w wydziale kadr, pisanie notatek służbowych o nastrojach mieszkańców województwa oraz częste przeprowadzanie zebrań POP w wydziałach SB oraz komendach i komisariatach MO (połączone z tzw. "praniem mózgu") - pozwalają wnioskować, że informacje o wprowadzeniu stanu wojennego kierownictwo KWMO poznało z wielotygodniowym wyprzedzeniem.

W pierwszym dniu stanu wojennego na terenie województwa koszalińskiego internowano następujące osoby: Jana Jarzyńskiego z Chociwla gmina Bobolice, Stanisława Ładwikowskiego z Czaplinka, Janusza Grudnika i Lecha Kozera z Kołobrzegu, Franciszka Górka, Jana Habermana, Jana Hana, Józefa Hołowatego-Seneczko, Henryka Jasieckiego, Leona Kaźmierczaka, Stanisława Kołesara, Jana Krukowskiego, Czesława Pezałę, Wiesława Romanowskiego, Ryszarda Sławnego, Grzegorza Stachowiaka i Władysława Szpindora z Koszalina, Franciszka Lipińskiego z Sulikowa gmina Barwice, Tomasza Czarnika, Stanisława Pleskacza, Zygmunta Wanatowicza, Józefa Wójtowicza i Jana Zielińskiego ze Szczecinka, Włodzimierza Grzybnickiego z Zagozdu gmina Drawsko Pomorskie. W ciągu następnych dni (od 14 do 24 grudnia 1981 r.) internowano: Edwarda Dzimidowicza z Białogardu, Andrzeja Chorążego z Kołobrzegu i Kazimierza Podgórskiego ze Szczecinka (wszyscy trzej 15 grudnia 1981 r.), Pawła Michalaka i Romana Tabisza z Koszalina oraz Bronisława Śliwińskiego ze Szczecinka (wszyscy trzej 16 grudnia 1981 r.), Zygmunta Bąka ze Świdwina i Zygmunta Skorupińskiego z Bonina koło Koszalina (obaj 22 grudnia 1981 r.) oraz Wiktora Szostało z Kołobrzegu (24 grudnia 1981 r.). W pierwszej połowie 1982 r. internowano kolejne osoby: Jacka Figla z Białogardu (20 stycznia), Teresę Kłos ze Szczecinka (6 lutego), Gabrielę Cwojdzińską i Zbigniewa Długołęckiego (3 maja) oraz Mariana Kraczmara (22 maja), cała trójka z Koszalina. (12)

Okoliczności internowania wspomina G. Stachowiak:

Ledwie zasnąłem, zbudziło mnie natarczywe dzwonienie do drzwi. Wyjrzałem przez judasza, przy drzwiach stał podpułkownik w polowym mundurze, potem zobaczyłem milicjanta w ich normalnym mundurze, wreszcie zobaczyłem cywila przy schodach. Trwało to sekundę, może dwie, nie rozumiałem o co chodzi. Dzwonek znowu zaczął dzwonić. "Mamy sprawę do pani męża. Proszę otworzyć", odpowiedział ten w polowym mundurze. Powiedziałem, że jest po 22.00, więc jeśli coś chce, to niech wróci po szóstej rano. Grubawy podpułkownik zaczął znowu dzwonić, więc wyłączyłem dzwonek, żeby nie robił hałasu. Wreszcie grubawy polecił milicjantowi, żeby ten wywalił drzwi. Milicjant zaczął kopać obcasem i marne drzwi z płyty pilśniowej uchylały się centymetr po centymetrze, zamek się przekrzywiał i odrywał od drzwi. Przestraszyłem się, że żona zostanie bez żadnego zamknięcia i otworzyłem zamek, który już ledwo trzymał się drzwi. Podoficer w mundurze milicyjnym, sierżant albo kapral, wpadł do mieszkania z pistoletem w dłoni. Wpadł do pokoju, gdzie spały dzieci, potem obleciał wszystkie pomieszczenia. Nie znalazłszy nigdzie czołgu ani składu broni maszynowej, schował swoją zabawkę. Podpułkownik powiedział, że mają nakaz doprowadzenia mnie na milicję w celu wyjaśnienia jakichś spraw. "Niech się pan ciepło ubierze". Jak mi potem opowiadała żona, pomyślała, że biorą mnie na Syberię, bo sobota 12 grudnia była ciepłym i słonecznym dniem i nie wiedzieliśmy, że w międzyczasie temperatura spadła i spadł śnieg. Żona domagała się przedstawienia jakiegoś papieru, po długich targach podpułkownik pokazał małą kartkę papieru z nakazem aresztowania i doprowadzenia mnie do Zakładu Karnego w Czarnem lub Wierzchowie. Przed budynkiem czekał kierowca w samochodzie osobowym, wsadzili mnie na tylne siedzenie między mundurowego i SB-eka i z całą czwórką ruszyliśmy w pustą noc, by zatrzymać się na ogrodzonym dziedzińcu aresztu przy ulicy Słowackiego. (13)
Tu osadzono G. Stachowiaka w areszcie.

W celi był już Habermann i dwóch innych nieznanych mi ludzi (chyba ktoś z WPKM i może Kołesar). Patrząc na współwięźniów nie należących do żadnych władz "Solidarności" sądziłem, że liczba internowanych w województwie przekroczyła 3 000. W miarę szybko okazało się, że ta liczba to nieco ponad 20 osób. Zastosowano więc terror wybiórczy, aresztując ludzi z różnych środowisk. W celi, gdzie siedziałem, na środku była duża prycza, na której wszyscy razem spędziliśmy noc. Rano przed świtem odprowadzono nas do krytej budy milicyjnej i samochód ruszył przed siebie. W drodze do samochodu przechodziliśmy przez dyżurkę, gdzie spisywano nasze dane. W głębi dyżurki stał telewizor, z jego niebieskiego ekranu przemawiał gen. Wojciech Jaruzelski. Do Wierzchowa dotarliśmy po zmroku. W więziennej celi około godziny 20.00 dostaliśmy pierwszy posiłek od aresztowania, było to zimne mięso i jakieś resztki z więziennego obiadu. Z mojej oceny władze były przygotowane na znacznie większą ilość aresztowanych. W pierwszym transporcie z Koszalina było nas tylko 16 (oddzielnie przywieziono 2 osoby z Kołobrzegu i 6 osób ze Szczecinka). Zamknięto nas 9 w jednej z cel, chociaż jeden z czterech bloków więzienia z kilkunastoma celami został opróżniony dla internowanych. (...) Znacznie mniej szczęścia mieli SB-ecy aresztujący rolnika Franciszka Lipińskiego z Sulikowa. Drzwi jego domu były mocne i nie uległy SB-ekom. Okien nie próbowali wybijać, widocznie instrukcja mówiła o wywalaniu drzwi, a może bali się czegoś innego. Bo dziadek Lipiński miał dwóch krzepkich synów. Musiały biedaczyny czekać na mrozie do rana. Z kolei rolnik Włodzimierz Grzybnicki z Zagozdu sprzedał w sobotę kombajn i miał w domu teczkę, a w niej 300 000 zł. Nie wiedząc, co z tą górą pieniędzy zrobić, wziął wszystko ze sobą i oddał do więziennego depozytu. (14)
Innych działaczy "Solidarności" z terenu województwa nie internowano. Prawdopodobnie tym sposobem SB postanowiła skłócić środowisko związkowe, stwarzając powód do wzajemnych podejrzeń lub oskarżeń. Poróżnienie działaczy związkowych było niezbędne, ponieważ zamierzano rozpocząć budowę nowych struktur "Solidarności" współpracujących z władzami.

(...)

Decyzja o internowaniu Grzegorza Stachowiaka, który według opinii komendanta wojewódzkiego MO - "w okresie kryzysu posiada wszelkie predyspozycje i skłonności do organizowania zbiorowych wystąpień w celu podjęcia wrogiej działalności polityczno-destrukcyjnej".
(Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Wołyńca)

W dniu 14 grudnia 1981 r. na terenie województwa koszalińskiego kilka zakładów pracy zorganizowało akcje protestacyjne. W Zakładach "Unitra-Unima" w Koszalinie zorganizowano wiec protestacyjny z udziałem około 300 pracowników, podobnie w Zakładach Podzespołów Radiowych "Eltra" w Kołobrzegu, gdzie pracę na pierwszej zmianie przerwało około 100 osób. Kilkugodzinną akcję strajkową podjęli pracownicy komunikacji miejskiej, "Transbudu" i WSS "Społem" w Koszalinie oraz pracownicy Zakładów Radiowych "Elwa" w Kołobrzegu, gdzie strajkowało około 400 pracowników. Ostrzeżenia ze strony kierownictw zakładów pracy o grożących konsekwencjach karnych spowodowały, że akcje protestacyjne zostały zakończone. (15) W kotłowni DPM (Dzielnica Przemysłowo Magazynowa - A.F.) Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Koszalinie, pracownicy wykonali wewnątrz budynku ołtarzyk. Postawiono duży metalowy krzyż, który został spontanicznie udekorowany przez załogę kwiatami i świecami. Skromny ołtarz był wyrazem sprzeciwu wobec stanu wojennego. W obiektach kotłowni pojawili się uzbrojeni funkcjonariusze ZOMO z bronią palną, pałkami, kaskami na głowach i osłonami na twarzach. Nie doszło do rozruchów, ale spotkali się z wrogością załogi. Ołtarzyk został rozebrany, ale pozostawiono flagę na dachu kotłowni, ponieważ nie miał jej kto zdjąć. Zdejmijcie ją sami lub odstrzelcie, my na dach nie wejdziemy - usłyszeli słowa załogi. Pracownika (Andrzeja Kubiaka), który był w komisji rozruchu II etapu DPM, oficer ZOMO zapytał - kim jesteście? Ten odparł, komisją rozruchową. Rozruchów wam się zachciewa, pójdziecie ze mną - oświadczył oficer, a po wylegitymowaniu członków komisji obszedł całą kotłownię, szukając dowodów jej "rozruchu". (16)

Zupełnie inny przebieg miała akcja protestacyjna w białogardzkich Zakładach Zespołów Elektronicznych "Unitra-Unitech". W dniu 14 grudnia 1981 r., o godzinie 10.00, związkowcy z wydziału narzędziowni zwołali wiec z przedstawicielami wydziałów całego zakładu, aby zastanowić się, co w tej sytuacji robić. (...) Pomimo apelu dyrektora związkowcy podjęli uchwałę o natychmiastowym wprowadzeniu w zakładzie strajku okupacyjnego (był to pierwszy strajk w PRL - A.F.). (...) Głównymi organizatorami strajku byli: Makary Kalas, Paweł Szumski, Zdzisław Bełtkiewicz (przewodniczący Komisji Zakładowej), Henryk Podsiadło (przewodniczący Rady Pracowniczej) i Regina Nalaskowska. Wtedy w "Unitrze-Unitech" na 1 095 zatrudnionych - 95 proc. pracowników należało do "Solidarności". W strajku początkowo wzięło udział około 400 osób. (17) (...)

(...) Kolejne polecenia prowadzenia rozmów wojewoda wydał zastępcy Prokuratora Wojewódzkiego w Koszalinie, który stwierdził: to nie moja sprawa, to sprawa wojska, ja wydałem polecenie prokuratorowi z Białogardu. Około południa do gabinetu wojewody dzwonił gen. Tadeusz Tuczapski (sekretarz Komitetu Obrony Kraju - A.F.), pierwszym razem pytał o sytuację w Białogardzie, dzwoniąc po raz drugi - polecił zlikwidować strajk. (18) W tej sytuacji wojewoda J. Urbanowicz także polecił komendantowi wojewódzkiemu MO zlikwidować strajk w Białogardzie. Wieczorem 14 grudnia 1981 r. do budynku KWMO przy ul. Słowackiego przybył wojewoda J. Urbanowicz i dowódca Terenowej Grupy Operacyjnej gen. W. Niedek. Obaj nadzorowali wykonanie zadania przez MO. Odpowiedzialny za prowadzenie działań milicyjnych płk. A. Marcinkowski wydał rozkaz dowódcy Pułku Manewrowego płk. M. Mazurowi, aby podjął natychmiastowe działania zmierzające do likwidacji strajku. W obecności wojewody i dowódcy TGO, płk A. Marcinkowski miał wydać rozkaz zabraniający użycia broni palnej. (19)

W nocy z 14 na 15 grudnia 1981 r. z Koszalina wyjechały oddziały ZOMO i ROMO, łącznie 270 funkcjonariuszy, w tym drużyna specjalna. Kolumna oznakowanych samochodów na sygnałach dźwiękowych przyjechała do Zakładów "Unitra-Unitech" w Białogardzie, z samochodów wysiedli funkcjonariusze MO wyposażeni w broń palną, kaski, tarcze, gaz i pałki - gotowi do szturmu. O godzinie 2.00 na teren zakładu wkroczyła część sił ZOMO. W tym czasie w Wydziale P-4 przebywało 162 pracowników. Wyznaczone uprzednio oddziały Ludowego Wojska Polskiego w sile około 200 żołnierzy zablokowały drogi dojazdowe do Białogardu oraz zabezpieczyły dojście do zakładu. Akcją milicyjną w Białogardzie kierował płk Mieczysław Mazur - naczelnik Wojewódzkiego Sztabu Kierowania KWMO w Koszalinie, a jednocześnie dowódca Pułku Manewrowego. Współdziałali z nim płk Władysław Pytel - zastępca komendanta wojewódzkiego ds. SB i płk Henryk Hinc - naczelnik Wydziału Prewencji. W skład grupy wchodzili funkcjonariusze operacyjni SB z Koszalina. Liczba strajkujących zmniejszała się. Część rezygnowała pod namową swoich bliskich, którzy przyszli pod zakład (omijając blokadę - A.F.). Inni nie umieli znaleźć się w trudnej, stresującej sytuacji i rezygnowali z protestu. Po krótkiej naradzie dowódców sił milicyjnych, do strajkujących (z własnej inicjatywy - A.F.) udał się płk H. Hinc, wzywając do natychmiastowego zakończenia okupacji zakładu. Przypomniał o trwającym stanie wojennym i odpowiedzialności karnej za naruszenie obowiązujących przepisów. Wyjaśnił, że strajk będzie zlikwidowany dobrowolnie albo siłą, bo takie są rozkazy. (20) Oświadczył również, że osoby, które przerwą strajk, nie poniosą żadnej odpowiedzialności. (21) Strajkujący, niedowierzając, pytali: Kto ciebie tu przysłał? Kim ty jesteś? Jesteś Rosjaninem czy Polakiem? Jaki masz akcent? (22) Po dalszych rozmowach płk. H. Hinca z organizatorami strajku oraz po demonstracji siły oddziałów ZOMO, strajk przerwano. Strajkujących pod eskortą przeprowadzono do Szkoły Podstawowej nr 5 przy ulicy Świdwińskiej i umieszczono w sali gimnastycznej. Tutaj zatrzymano organizatorów strajku i przewieziono Henryka Podsiadło i Pawła Szumskiego do kolejowej izby zatrzymań w Białogardzie, natomiast Zdzisława Bełtkiewicza i Makarego Kalasa do aresztu milicyjnego w Karlinie, aby następnego dnia osadzić wszystkich w areszcie milicyjnym w Białogardzie. Po przesłuchaniu cała czwórka została następnego dnia przewieziona do Zakładu Karnego w Szczecinku. (23) Pozostałych pracowników "Unity-Unitech", po wylegitymowaniu i przesłuchaniu, stopniowo zwalniano do domu. Odbywało się to stosunkowo wolno i powodowało kolejne niepotrzebne napięcia. Rankiem pod budynek szkoły podstawowej, gdzie przesłuchiwano zatrzymanych, przybyło blisko 200 pracowników "Unity-Unitech". Kiedy funkcjonariusze MO poinformowali ich, że kierownictwo strajku zostało przewiezione do Koszalina, rozeszli się. (24) Trwający jeden dzień strajk okupacyjny w Białogardzie został złamany, podjęte negocjacje i zastraszanie okazały się skuteczne. Nazajutrz Zakład "Unitra-Unitech" został zamknięty do końca tygodnia.

(...)

Strajki na terenie całego kraju rozbijano nadal. Na Górnym Śląsku od 15 grudnia1981 r. pacyfikowano kopalnie. Szczególnie dramatyczny przebieg miała pacyfikacja kopalni "Wujek" w Katowicach 16 grudnia 1981 r. Strajkujący po bitwie na pięści, kamienie, gaz, pałki i łopaty odparli atak ZOMO. Wówczas do górników zaczęto strzelać amunicją ostrą, zabijając dziewięciu i raniąc dwudziestu jeden, w tym kilku ciężko. (25) Wśród ciężko rannych górników był dwudziestojednoletni Janek Stawisiński z Koszalina, uczeń wieczorowego technikum górniczego. Tego samego dnia rozgłośnia "Radio Wolna Europa" przekazała informację o wydarzeniach w "Wujku". 19 grudnia 1981 r. matka ciężko rannego górnika Janina Stawisińska z córką Beatą, na podstawie decyzji Urzędu Miejskiego w Koszalinie zezwalającej na zmianę miejsca pobytu (26), wyjechały do Szopienic, gdzie w szpitalu leżał ciężko ranny Janek. Interwencja matki spowodowała, że syna przewieziono do Wydziału Reanimacyjnego Szpitala Górniczego w Ochojcu, niestety 25 stycznia 1982 r. Janek zmarł. Trumna z jego ciałem była konwojowana z Katowic do Koszalina przez funkcjonariuszy SB i MO. Cztery dni później (29 stycznia 1982 r.) na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie odbył się skromny i cichy pogrzeb prowadzony przez ojców Franciszkanów, w którym uczestniczyła najbliższa rodzina zastrzelonego Janka, jego znajomi oraz rodzina górników ze Śląska. (27) Pogrzeb odbył się pod nadzorem funkcjonariuszy SB i MO. Skromną ceremonię pogrzebową filmowano i fotografowano, interesując się przede wszystkim uczestnikami. Dla uczczenia pamięci Janka Stawisińskiego, Zofia Pietkiewicz z Koszalina napisała wiersz:

Młodziutki górnik z Koszalina
Co poparł swego Ludu gniew
W obronie praw Narodu zginął
W kopalnię wsiąkła jego krew

Niech wszystkie kwiaty, ptaki, drzewa
Wolności hymn śpiewają Mu
Niech Go otuli Polska ziemia
Niech morski wiatr kołysze Go do snu
Wspomina E. Potrykus:

W tydzień po "oficjalnym" skromnym (rodzinnym) pogrzebie Janka odbył się w godzinach wieczornych drugi "symboliczny" pogrzeb. Sama w nim uczestniczyłam i zapamiętałam jako dość zwrotny moment w mojej działalności w tamtym czasie. Kto był autorem pomysłu, nie pamiętam, ale dowiedziałam się drogą "z ust do ust" (tylko taka droga kontaktu była możliwa, ze względu na kontrolowane rozmowy telefoniczne), że ma się odbyć "symboliczny" Solidarnościowy pogrzeb zastrzelonego w Kopalni "Wujek" górnika, pochodzącego z Koszalina, i kto może, żeby przyszedł. Przybyła tam w godzinach późnopopołudniowych liczna (zaskakująco liczna) grupa osób i nad grobem Janka odmawialiśmy modlitwy, śpiewaliśmy pieśni żałobne i patriotyczne (w tym "A mury runą...", "Żeby Polska była Polską", "Boże coś Polskę"), a kolega Wieczorek (który był raczej niewiele nam wówczas znany) wygłosił nad grobem wzruszającą patriotyczną mowę. Wiem, że byli tam w tym czasie członkowie rodziny zabitego górnika (nie wiem, czy powiadomieni przez "organizatorów", czy dlatego, że odwiedzali grób syna codziennie). Dla mnie był to pierwszy kontakt z rodziną Stawisińskich. Było to pierwsze publiczne spotkanie "niedobitków" i policzenie, kto i ilu nas zostało... Dałam temu wyraz w moim wystąpieniu tam nad grobem i zachęciłam do utrzymywania nadal kontaktów pozostających na wolności byłych działaczy oraz ludzi nowych, "których widzę tu po raz pierwszy", do wspólnego podejmowania działań. Apelowałam o włączenie się wszystkich tych, którzy czują potrzebę dawania wyrazu naszej solidarności z ofiarami stanu wojennego i potępiają stan wojenny, by dawali temu wyraz w sposób, jaki uważają za stosowny. Słowami: "Nie dajmy się podzielić i zastraszyć", zakończyłam wtedy mój apel, który był wtedy bardziej mnie potrzebny, niż innym... Od tego momentu stałam się jakoby znów "osobą publiczną", tym razem - w działaniach podziemia opozycyjnego. Wcześniej usiłowałam w znany mi "legalny" sposób udzielać pomocy rodzinom internowanych, przez ustalanie miejsca pobytu internowanych, wyjaśnianie ich statusu i domaganie się u władz przestrzegania tego statusu. Wyrzucali mnie ze swoich gabinetów mundurowi komisarze WRON-u, ale, jako prawnika, nie mogli (lub nie chcieli) za to aresztować. Teraz moja rola i moje działania stały się już bardziej "nielegalne", a ja sama stałam się przedmiotem szczególnego zainteresowania stróży ówczesnego porządku publicznego i ich szykan, branych zresztą przeze mnie pod uwagę. (28)
Wśród rannych górników z kopalni Wujek pochodzących z województwa koszalińskiego byli także: Jan But z gminy Rąbino oraz Bernard Białas i Zbigniew Szafraniec z gminy Okonek. (29) Po województwie krążyły wieści o setkach ofiar stanu wojennego na Śląsku. W trosce o bezpieczeństwo własne i swoich rodzin, mieszkańcy koszalińskiego zaczęli unikać jakichkolwiek publicznych dyskusji na tematy polityczne, gospodarcze czy społeczne. Odbywały się one w gronie rodzinnym lub w towarzystwie przyjaciół. Radykalni działacze związkowi zastanawiali się nad formą działalności opozycyjnej i wydawania ulotek. Atmosfera napięcia i niepewności przyczyniła się do skrywania własnych poglądów. (30) Niepewność potęgowały trudności rynkowe. Ze sklepów znikało wszystko, co się w nich pojawiało. Wykupywano chleb, mąkę i kaszę. Wyglądało to tak, jakby robiono zapasy na wypadek autentycznej wojny czy mającej nadejść okupacji. (31) (...)

(...)

Pomnik koszalinianina Janka Stawisińskiego, zmarłego w wyniku postrzału w głowę podczas pacyfikacji kopalni "Wujek" w Katowicach.
(Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Wołyńca)

Wprowadzenie stanu wojennego nie polepszyło sytuacji zaopatrzeniowej w województwie koszalińskim. Na domiar złego w wyziębionych mieszkaniach spółdzielczych regularnie wyłączano energię elektryczną. Brakowało nieomal wszystkiego, z wyjątkiem wyroków sądowych, które sypały się, jak z przysłowiowego rogu obfitości. 24 grudnia 1981 r., wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Koszalinie, na podstawie dekretów z 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym (32) oraz o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego (33), przywódcy strajku okupacyjnego w Zakładach "Unitra-Unitech" w Białogardzie zostali skazani na kary pozbawienia wolności. Byli to: Zdzisław Bełtkiewicz skazany na 3 lata i sześć miesięcy, Henryk Podsiadło na 3 lata, Makary Kalas na 3 lata i Paweł Szumski na 3 lata. W stosunku do każdego oskarżonego sąd orzekł również karę pozbawienia praw publicznych na okres 2 lat. (34) Były to pierwsze wyroki sądowe wydane w stanie wojennym, w których skazano działaczy "Solidarności" na kary pozbawienia wolności. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż proces rozpoczęty 23 grudnia 1981 r. przerwano, aby wyrok ogłosić następnego dnia, tj. w Wigilię. Po ogłoszeniu wyroku skazanych przewieziono do Zakładu Karnego w Stargardzie Szczecińskim, w którym później przetrzymywano skazanych działaczy NSZZ "Solidarność" z województw: słupskiego, koszalińskiego, szczecińskiego i gorzowskiego. W imieniu Ministra Sprawiedliwości PRL, Tadeusz Skóra (podsekretarz stanu w ministerstwie) 21 stycznia 1982 r. wniósł rewizję nadzwyczajną od wyroku Sądu Wojewódzkiego z 24 grudnia 1981 r., domagając się zmiany zaskarżonego wyroku poprzez wymierzenie skazanym znacznie surowszych kar pozbawienia wolności. (35)

(...)

Rzeczywistość była inna niż analizy i oceny funkcjonariuszy SB, wspomina G. Stachowiak:

Po ogłoszeniu stanu wojennego niektórzy przewodniczący Komisji Zakładowych dalej prowadzili swoją statutową działalność, tylko nieco ostrożniej. Wśród nich był Radek Górski z "Unimy". Nie był jednak na tyle ostrożny, by nie zainteresowały się nim "służby". W pierwszych przesłuchaniach męczyli go SB-ecy o sprawach, o których naprawdę nic nie wiedział. Jakaś drukarnia w Białogardzie czy okolicy. To mu dało czas na oswojenie się z sytuacją i wypracowanie własnej strategii. SB-ecy nudzili go serdecznie, więc myślał sobie o rzeczach ciekawszych, projektował w głowie obwody i urządzenia. Nagle obudził go wrzask SB-eka: "Panie Górski! Niech pan odpowiada! Nie słyszał pan pytania?", "Jakiego pytania?" - zapytał rozbrajająco Radek. "No, jak to, nie słyszał pan?", "Nie słyszałem. Wyłączyłem się na chwilę". "Kiedy się pan wyłączył?", "A gdzieś ze dwie godziny temu, na początku przesłuchania". (36)
Inny pracownik "Unimy" - Leszek Wesołowski, bliski kolega G. Stachowiaka:

zredagował apel o jego uwolnienie z internowania, który podpisało imieniem i nazwiskiem około 450 osób. SB miało jakieś informacje albo podejrzenia, bo był wzywany, przesłuchiwany i zastraszany. Wystukiwał też na swojej maszynie do pisania matryce powielaczowe. Przed ogłoszeniem "Stanu Wojennego" Leszek był szeregowym członkiem "Solidarności", zajętym swoimi sprawami. Jego reakcja na stan wojenny i terror była dokładnie odwrotna od tej, jakiej spodziewały się władze. Myślę, że właśnie ten fenomen spowodował klęskę autorów "Stanu Wojennego". Na miejsce aresztowanych, zastraszonych, zmęczonych ciągłym napięciem i zagrożeniem pojawiali się nowi ludzie, często zupełnie nie związani z poprzednimi liderami, co niewątpliwie utrudniało SB-ekom rozpracowanie tych struktur. Był to legendarny smok o siedmiu głowach, któremu na miejsce odciętej głowy odrastała natychmiast inna. (37)
(...) Realizując zalecenia Biura Politycznego KC w urzędach administracji wojewódzkiej i gminnej, prowadzono z pracownikami rozmowy weryfikacyjne. Weryfikowano również dziennikarzy oraz pracowników mediów z województwa koszalińskiego. Szefem komisji weryfikacyjnej został kierownik Wydziału Propagandy i Agitacji KW PZPR Ryszard Ulicki. W wyniku weryfikacji pracę utraciło kilka osób. Dziennikarka Ewa Wołosewicz miała zdaniem komisji: bezkrytyczny stosunek do faktów i własnej pracy (...) zbyt emocjonalne, naiwne i bezkrytyczne podejście do tematów. Świeżo po studiach, stawiająca pierwsze kroki w dziennikarstwie Elżbieta Juszczak musiała odejść, ponieważ: nie posiadała politycznych predyspozycji do pracy w dzienniku politycznym. A zastępca głównego księgowego Wiesława Grabie, będąc członkiem Komisji Zakładowej "Solidarność", wykraczała swą działalnością poza ramy związkowe, (...) swoimi działaniami wpływała negatywnie na ogólną atmosferę polityczną "Rozgłośni". (...) Jej działanie cechowała agresywność, co miało wpływ na postawy innych osób. (38) Po zwolnieniu z internowania utracił pracę Władysław Szpindor, inspektor nadzoru budowlanego i łącznik Regionu "Pobrzeże", który.. będąc członkiem Komisji Zakładowej "Solidarność" - wykraczał swą działalnością poza ramy pracy związkowej. Przekazywał, kolportował i rozpowszechniał na terenie rozgłośni nielegalne wydawnictwa, w tym szkalujące naszą firmę, a także materiały antypaństwowe i antyrządowe. (39) Wiele lat później, podczas ponownego ubiegania się o pracę w Polskim Radiu i Telewizji w Koszalinie, W. Szpindor w rozmowie z redaktorem naczelnym R. Ulickim usłyszał, że: nie przyjmie mnie do pracy, bo on jest synem komunisty, a ja byłem internowany. (40) (...)

(...)

Trwający od 13 grudnia 1981 r. proces samookreślania się członków partii pełniących funkcje w dużych organizacjach zakładowych przebiegał wolno. Wynikało to przede wszystkim ze sposobu widzenia tych spraw przez aktywistów z poszczególnych organizacji partyjnych, argumentujących, iż członkowie partii wstępowali do związku zawodowego NSZZ "Solidarność", a nie do organizacji politycznej. Mimo takiej argumentacji, do końca stycznia 1982 r. odwołano z funkcji 183 działaczy PZPR, w tym 62 pierwszych sekretarzy KZ POP oraz 121 członków KZ i Egzekutyw POP. Do 4 lutego 1982 r. legitymacje partyjne oddały 284 osoby. (41) Do połowy lutego 1982 r. skreślono 592 członków PZPR, a wydalono 30. Odwołano 2 członków Egzekutywy KW, 3 dyrektorów naczelnych i 4 zastępców. (42) Pikanterii trwającym rozliczeniom dodawał fakt wykluczenia z wojewódzkich władz partyjnych sekretarza KW PZPR Mieczysława Gończara za "dużą" organizacyjną wpadkę. Przywiózł on bowiem z NRD plakaty obwieszczające wprowadzenie stanu wojennego z dniem 12 grudnia 1981 roku. (43) (Dla utrzymania tajemnicy akty prawne i plakaty drukowano w ZSRR i NRD - A.F.). Z polecenia centrali odwołano wojewodę koszalińskiego Jana Urbanowicza, zastąpił go płk LWP Zdzisław Mazurkiewicz. (44) W ten sposób realizowano instrukcję KC PZPR z 10 grudnia 1981 r. O przyczynach zmian na stanowiskach partyjnych i administracyjnych dyspozycyjna prasa milczała.

Mimo wprowadzonego stanu wojennego akcja propagandowa "Solidarności" trwała nadal. Na polecenie dyrektorów zakładów pracy niszczono dokumenty zdelegalizowanej "Solidarności" i zacierano po niej ślady. (45) Mimo to w województwie systematycznie pojawiały się ulotki oraz napisy "WRON-a orła nie pokona", "KPN", "Solidarność - zwycięży" oraz "zima wasza - wiosna nasza". Największy wpływ "Solidarności" na załogi koszalińskich zakładów pracy notowano w "Kazelu", "Unimie", KPBP i OPPM. (46) Wspomina G. Stachowiak:

Przez wiele miesięcy, "Stanu Wojennego" członkowie "Solidarności" z "Unimy" płacili nadal swoje składki związkowe (Tajnej Komisji Zakładowej). Te pieniądze były przeznaczone na różne działania, między innymi na pomoc represjonowanym. Z tego funduszu moja żona dostawała zwrot wydatków na wyjazdy na widzenia ze mną. Dojazd komunikacją publiczną do Wierzchowa praktycznie nie istniał, więc żonę wozili różni ludzie prywatnymi samochodami, najczęściej Ryszard Janas, żona zwracała im wydatki na benzynę. Jeden z kolegów z "Unimy", Zbigniew Samusz, wożąc moją żonę na widzenia, odmawiał przyjmowania jakiegokolwiek zwrotu kosztów. Zawoził ją też na widzenia do Darłówka Leszek Wesołowski. Według moich notatek była na tym widzeniu Kaśka Wesołowska, żona Leszka, mojej żony i moja koleżanka ze studiów. (47)
Chcąc złamać opór aktywistów i członków "Solidarności", władze stosowały surowe represje. W pierwszym kwartale 1982 r. sądy w województwie koszalińskim skazały siedem osób za malowanie haseł, rozpowszechnianie ulotek, lżenie ustroju PRL i nawoływanie do niepokojów społecznych. Wśród skazanych byli: Roman Malinowski z Koszalina skazany na jeden rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz 22 000 zł grzywny, Leokadia Łunkiewicz z Koszalina skazana na jeden rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, Józef Trawicki z Koszalina skazany na jeden rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności, (po rewizji SN - Izby Wojskowej, karę zaostrzono do dwóch lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności), Regina Nalaskowska z Białogardu - radna Wojewódzkiej Rady Narodowej skazana na dwa lata pozbawienia wolności, Krzysztof Szymkowicz z Białogardu skazany na jeden rok i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności, Irmigarda Szarawarska z Kołobrzegu skazana na karę trzech lat pozbawienia wolności oraz karę dodatkową dwóch lat pozbawienia praw publicznych i Adam Kluska z Kołobrzegu skazany na karę jednego roku pozbawienia wolności. (48)

Zgoła odmiennymi wydarzeniami z lutego i marca 1982 r., szeroko komentowanymi na koszalińskim wybrzeżu, były ulotki balonowe wypuszczane z wyspy Bornholm, nawołujące do biernego oporu i podejmowania nielegalnej działalności (49), oraz radiowe apele Adama Janusza, działacza koszalińskiej "Solidarności" - przebywającego w RFN, skierowane do słuchaczy "Radia Wolna Europa". W programie radiowym pod tytułem "Pomost" A. Janusz prosił o przesyłanie na wskazane przez RWE adresy - list osób potrzebujących pomocy materialnej. Na podane adresy A. Janusz wysyłał paczki żywnościowe, finansując zarówno przesyłane artykuły żywnościowe, jak i koszty przesyłki. Łączny koszt kilkuset wysłanych do Polski paczek przekroczył 15 000 DM. Po jedenastu miesiącach, pod wpływem sygnałów płynących z kraju, A. Janusz ponownie wystąpił w RWE, mówiąc:

Halo, słuchacze w kraju, tu Adam Janusz z RFN. Z przykrością podaję do wiadomości, że indywidualną akcję, jaką podjąłem za ciężko zarobione pieniądze, pod nazwą "Pomoc dla najbardziej potrzebujących jej w Kraju", muszę przerwać. Z kraju otrzymuję listy, że paczki nie dochodzą w całości, że podczas odpraw celnych są z nich wybierane: czekolada, kawa, konserwy, rajstopy, szampony, czyli artykuły najbardziej wartościowe. Uważam zatem, że moja akcja nie przynosi oczekiwanego efektu, bo wysyłana przeze mnie żywność trafia w ręce złodziei, na których nie mam ochoty pracować. Od tej chwili ograniczam się wyłącznie do wysyłania lekarstw - na recepty uprzednio przysłane z kraju. Mam nadzieję, że lekarstwa nie będą ginęły. Panie generale Jaruzelski, odniósł Pan zwycięstwo nad bezbronnym Narodem. Uważa się Pan za reprezentanta obecnej władzy, widocznie dlatego obstawił Pan milicją i wojskiem wszystkie zakłady pracy, urzędy oraz granicę państwową. Ma Pan wszędzie swoich ludzi, powinna obowiązywać dyscyplina, a oni kradną, co się da. Dlaczego w stosunku do tych złodziei nie stosuje się sądów doraźnych, tak jak w stosunku do członków "Solidarności", którzy są prawdziwymi Polakami. Do czego Pan dąży w Polsce, co chce Pan osiągnąć? Paczki, które wysyłałem, przeznaczane były dla rodzin biednych, wielodzietnych, dla starców i niepełnosprawnych. Czy nie jest hańbą okradanie tych paczek? Dlaczego Pana obwiniam? Bo uważa się Pan za bohatera obecnych czasów w PRL. Pana ludzie okradający paczki są zapewne uzbrojeni, a oczekujący na paczki są bezbronni, podobnie jak robotnicy. Proszę o podjęcie kroków zaradczych w tej sprawie - Adam Janusz. Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych składam najserdeczniejsze życzenia zdrowych i wesołych świąt wszystkim słuchaczom audycji "Pomost, telefon do kraju" oraz serdecznie dziękuję za życzenia i pozdrowienia od słuchaczy. Ps. Zdrowych i wesołych Świąt oraz smacznego jajka, życzę całemu personelowi "Radia Wolna Europa" Adam Janusz. (50)
Zarówno radiowe apele, jak i chęć niesienia bezinteresownej pomocy były dla koszalińskiej SB tak bardzo podejrzane, że: zaczęto domniemywać, iż (A. Janusz - A.F.) mógł wejść w kontakt z zachodnimi służbami specjalnymi. Ponadto jako współpracownik RWE mógł prowadzić działalność godzącą w interesy PRL oraz pełnić usługową rolę "naganiacza" w stosunku do zachodnich służb specjalnych. (51) Z pomysłu, że A. Janusz jest "umaczany" przez służby zachodnie, zrezygnowano w chwili wprowadzenia zmian ustrojowych w 1990 r.

(...)

Koszalin, 1 maja 1982 roku. Manifestacja "Solidarności" przez katedrą. Na transparentach hasła z żądaniami zniesienia stanu wojennego oraz uwolnienia więźniów politycznych.
(Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Wołyńca)

(...) 1 maja 1982 r. w Koszalinie o godzinie 9.50 na placu Bojowników PPR rozpoczął się świąteczny wiec. W tym samym czasie na placu okalającym katedrę (ok. 200 m od placu Bojowników - A.F.), w pobliżu krzyża misyjnego, grupa działaczy koszalińskiej "Solidarności" ustawiła biało-czerwone flagi, transparent z napisem "Solidarność" oraz dwa transparenty z napisami Żądamy zniesienia stanu wojennego, uwolnienia internowanych i uwięzionych oraz Żądamy poszanowania godności i praw człowieka, ugody społecznej. Podczas mszy świętej, odprawianej w katedrze, działacze "Solidarności" kolportowali miejscowy biuletyn "Grudzień 81 - Gazeta Wojenna". W proteście przeciwko stanowi wojennemu działacze i sympatycy "Solidarności" nosili w klapach płaszczy i kurtek wpięte znaczki "Solidarności", emblematy pomnika ofiar "Grudnia 70" przepasane czarną lamówką oraz oporniki. Wokół transparentów przy krzyżu misyjnym zebrało się kilkanaście osób, uczestnicy mszy składali wiązanki kwiatów i palili znicze. (52) Polecenie usunięcia transparentów wydał księżom z katedry dyrektor Wydziału do Spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Koszalinie. Ponieważ polecenia nie wykonano, o godzinie 17.00 funkcjonariusze MO usunęli transparenty i flagi, a czterech organizatorów protestu aresztowano. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Koszalinie z dnia 7 lipca 1982 r. za naruszenie przepisów "o postępowaniu szczególnym, w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego", zostali skazani: Stanisław Sajkowski (I zastępca przewodniczącego Zarządu Regionu "Pobrzeże" w Koszalinie) na karę jednego roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności, Grzegorz Ziembiński (członek NSZZ "Solidarność" w Fabryce Pomocy Naukowych w Koszalinie) na karę 8 miesięcy pozbawienia wolności oraz grzywnę w wysokości 4 500 zł, Mirosław Wojnarowski (przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Przedsiębiorstwie Handlu Sprzętem Rolniczym "Agroma" w Koszalinie) na karę jednego roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności oraz Zdzisław Wieczorek (pracownik Biura Projektów "Polsport" w Koszalinie) na karę dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności. (53) Uczestnicy pokojowej manifestacji byli fotografowani z ukrycia przez funkcjonariuszy SB i MO, następnie urządzono wystawę zdjęć. Współpracownicy SB, którzy byli w każdym zakładzie pracy, rozpoznawali na zdjęciach uczestników protestu. (54) (...) Tuż po majowym proteście internowano Gabrielę Cwojdzińską i Zbigniewa Długołęckiego, działaczy koszalińskiej "Solidarności".

Głośną sprawą w Koszalinie było aresztowanie kierownika muzycznego Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i przewodniczącego koła Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków w Koszalinie Jana Martiniego i skazanie go 14 czerwca 1982 r. (przez Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na sesji wyjazdowej w Koszalinie) na karę trzech lat pozbawienia wolności oraz karę dodatkową dwóch lat pozbawienia praw publicznych za przepisywanie ulotek na maszynie do pisania. (55) Po odbyciu jedenastu miesięcy kary pozbawienia wolności (dwa miesiące tymczasowego aresztowania plus dziewięć miesięcy pozbawienia wolności - uwaga wniesiona przez J. Martiniego), Rada Państwa uchwałą z dnia 8 marca 1983 r., w ramach ułaskawienia, pozostałą karę J. Martiniemu warunkowo zawiesiła na okres próby trzech lat. (56) (...) Wyrok (1 rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na 2 lata i 30 000 zł grzywny) orzekł Sąd Garnizonowy w Koszalinie wobec Stanisława Trzuskowskiego, pracownika Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Na Skarpie", za to, że: od lutego do 1 maja 1982 r. w Koszalinie przechowywał i przekazywał w celu rozpowszechniania informatory i ulotki zawieszonej "Solidarności". Według Prokuratury Wojskowej w Koszalinie: treść tych materiałów oraz sposób ich rozpowszechniania zawierał w sobie szczególnie wysoki stopień społecznego niebezpieczeństwa. (...)

(...)

Trwający w Polsce stan wojenny spowodował, że wielu Polaków przebywających w państwach kapitalistycznych odmówiło powrotu do kraju, wśród nich było 499 mieszkańców województwa koszalińskiego. Wydział Paszportów KWMO informował o tym Komitet Wojewódzki PZPR oraz Urząd Wojewódzki w Koszalinie. (...) Łącznie w państwach kapitalistycznych w lipcu i sierpniu 1982 r. przebywało 843 mieszkańców województwa, w 165 przypadkach paszporty utraciły ważność, a 105 osób przedłużyło ich ważność w ostatniej chwili. Wśród przebywających za granicą było 101 osób z wyższym wykształceniem, w tym 43 inżynierów i 9 lekarzy, z tego 61 należało do PZPR. Spośród działaczy byłej "Solidarności", ubiegających się o wyjazd emigracyjny do państw kapitalistycznych, w sierpniu zgłosiło się 17 osób z 38 najbliższymi osobami, w tym 22 dzieci. Z grupy 17 działaczy - 9 było internowanych, natomiast pozostałych ośmiu rozpoczęło ubieganie się o wyjazd emigracyjny po wystąpieniu sejmowym I sekretarza KC PZPR gen. W. Jaruzelskiego. (57)

(...)

Na kilka dni przed rocznicą Porozumień Sierpniowych, w wyniku podjętych działań operacyjno-śledczych przez KWMO w Koszalinie, przejęto znaczne ilości nielegalnych wydawnictw przygotowanych do kolportażu, w tym: 1 274 egz. Biuletynu Informacyjnego "CDN" i 428 egz. "Gazety Wojennej", oraz zlikwidowano nielegalną drukarnię, zabezpieczając materiały służące do powielania ulotek. Interesujące było to, że żadna z zabezpieczonych gazet nie nawoływała do uczestnictwa w wiecu przed koszalińskim ratuszem. (58) Zarówno kolportowanie ulotek, jak i uczestniczenie w nielegalnych zgromadzeniach groziło grzywną lub więzieniem. Bardzo często doświadczali tego mieszkańcy województwa. Tylko w sierpniu 1982 r. za kolportowanie, przechowywanie i przepisywanie ulotek szkalujących najwyższe władze państwowe oraz nawoływanie do niepokoju społecznego, Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy na sesji wyjazdowej w Koszalinie skazał Piotra Pawłowskiego (przewodniczącego MKZ NSZZ "Solidarność" w Kołobrzegu) na trzy lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności oraz wymierzył karę dodatkową dwóch lat pozbawienia praw publicznych, Zofię Łyżbicką (przewodniczącą Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w PP "Polmozbyt" w Koszalinie) na cztery lata pozbawienia wolności oraz trzy lata pozbawienia praw publicznych i Radzisława Górskiego (przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Zakładach Techniki Próżniowej w Koszalinie) na jeden rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres próby czterech lat i 25 000 zł grzywny. (59) (...)

[Fragment dotyczący manifestacji z 31 sierpnia 1982 roku zawarto w oddzielnym artykule Manifestacja z 31 sierpnia 1982 roku]

(...)

Koszalin, 3 maja 1982 roku. Manifestacja "Solidarności" przed katedrą. Układanie krzyża z kwiatów.
(Zdjęcie ze zbiorów Tadeusza Wołyńca)

Władze PRL nie zasypywały przysłowiowych "gruszek w popiele", czyściły przedpole dla przyszłych działań politycznych i gospodarczych. 8 października 1982 r. Sejm PRL przyjął ustawę o związkach zawodowych, która rozwiązywała "Solidarność". (60) Wówczas Tymczasowa Komisja Krajowa wezwała do bojkotu mających powstać nowych związków zawodowych. Nawoływano do przeprowadzenia powszechnego strajku protestacyjnego. Miał się on odbyć 10 listopada 1982 r., tj. w drugą rocznicę rejestracji NSZZ "Solidarność". W odpowiedzi Regionalny Komitet Strajkowy w Koszalinie oświadczył: formy protestu wybierzemy sami. W obawie ujawnienia zakładowych struktur "Solidarności" oraz narażenia związkowców na niepotrzebne represje postanowiono stosować "bardziej bezpieczne" formy protestu. 10 listopada 1982 r. w koszalińskiej katedrze odbyła się msza święta ze wspólną modlitwą za "Solidarność", represjonowanych i wolność narodu polskiego. (61) Natomiast kołobrzeska opozycja wybrała formę protestu. W trakcie zajść ulicznych 10 listopada 1982 r. w Kołobrzegu funkcjonariusze SB i MO zatrzymali 42 osoby, z tego w areszcie - 15 osób. (...) W trosce o "spokój społeczny", dysponując umundurowanymi siłami porządkowymi, władze wojewódzkie przypominały "kto tu rządzi", za udział w protestach i kolportowanie ulotek w Kołobrzegu, Koszalinie, Białogardzie i Szczecinku uczestników zajść aresztowano, a następnie postawiono przed kolegiami lub sądami. Wśród osób ukaranych przez Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego na sesji wyjazdowej w Koszalinie byli: Jacek Żelichowski, Stanisław Dubielski - uczeń ZSB i Waldemar Makówka - uczeń LO (mieszkańcy Koszalina) - założyciele organizacji młodzieżowej pod nazwą "Front Demokratyczny". (62) Grupa liczyła pięć osób i działała od stycznia do listopada 1982 r., wykonując wrogie napisy w miejscach publicznych w Koszalinie oraz kolportując własnoręcznie wykonane ulotki. Funkcjonariusze SB podczas przeszukania mieszkania prywatnego (siedziba organizacji) zabezpieczyli: cztery pieczątki organizacyjne i dwa bruliony zawierające kronikę organizacji oraz akcesoria służące do sporządzania ulotek, jak również kilkanaście ulotek sporządzonych przez grupę. (63) W dniach 10 i 11 listopada 1982 r. przy wykorzystaniu sieci radiotelefonicznej Wojewódzkiej Kolumny Transportu Sanitarnego w Koszalinie, nieznany osobnik nadał wiadomość o śmierci Leonida Breżniewa z "wrogim" komentarzem. (64) (Do nadania obu komunikatów w sieci radiotelefonicznej WKTS przyznał się w lutym 2006 r. T. Wołyniec).

Codzienne życie mieszkańców województwa było bardzo trudne. Wśród niedoborów rynkowych coraz częściej brakowało energii elektrycznej, wyłączano ją w zakładach pracy i mieszkaniach prywatnych. Miasta, osiedla i wsie tonęły w ciemnościach. W celu zrównoważenia niedoborów mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym Rada Ministrów 10 listopada 1982 r. wydała uchwałę (...) W tabeli będącej załącznikiem nr 2 do uchwały RM podzielono województwa według czasów obowiązywania ograniczeń rotacyjnych poboru mocy elektrycznej. W województwie koszalińskim "prąd" wyłączano w godz. od 8.01 do 9.00 i od 16.01 do 17.00. (65) W polskim przemyśle oprócz surowców, komponentów i półproduktów brakowało również energii elektrycznej. W mieszkaniach prywatnych do łask wracały świece i lampy naftowe. Gierkowską politykę sukcesu połowy lat siedemdziesiątych zastąpił kryzys gospodarczy i polityczny. Po nim nastąpiła polityka gospodarczej bezradności i wreszcie represji.

W przeddzień rocznicy stanu wojennego - 12 grudnia 1982 r. gen. Wojciech Jaruzelski w przemówieniu telewizyjnym poinformował, że zdaniem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego zaistniały warunki do zawieszenia stanu wojennego. Rada Państwa PRL podzieliła ten pogląd i 19 grudnia podjęła decyzję o zawieszeniu z dniem 31 grudnia 1982 r. stanu wojennego na całym terytorium PRL. (66)

Chociaż następowała polityczna odwilż, w codziennym życiu mieszkańców województwa nie widać było zmian na lepsze. Pomoc Polakom niosły organizacje społeczne i związki zawodowe z państw Europy Zachodniej. (...) Ogółem do Polski przed stanem wojennym przywieziono około 36 000 ton darów, a od 13 grudnia do 14 stycznia przywieziono dalsze 5 000 ton. Były to głównie: żywność, leki oraz odzież. Po 13 grudnia 1981 r. transporty darów wydatnie powiększyły się. Głównymi dostawcami były: RFN, Holandia, Norwegia, Francja i inne kraje. (...) Rzeczywistość daleko odbiegała od oceny dokonanej przez KW PZPR czy KW MO. Napływająca do Kościoła pomoc charytatywna z państw Europy Zachodniej wymagała sprawiedliwego podziału. Przy poszczególnych parafiach powoływano grupy wiernych, które - znając potrzeby wielodzietnych rodzin - rozdzielały trudno dostępne lub deficytowe towary. Przy koszalińskiej katedrze powołano "Zespół charytatywny", który - współpracując z kościelną służbą porządkową - "Totus Tuus" rozdzielał dary. Dla ułatwienia społecznej pracy, parafia została podzielona na siedem rejonów. Rejonami kierowali szefowie, mając do pomocy zespoły po 25 osób. Każdy członek zespołu opiekował się od 150 do 200 rodzinami oraz posiadał wiedzę z zakresu ich potrzeb. W celu uniknięcia kolejek przy wydawaniu darów, wszystkim potrzebującym rozdano karteczki, wyznaczając dzień, godzinę i minutę odbioru towarów. Były dni, że mimo kartek, po dary przychodziło nawet 1 000 osób. (67) W latach 1982-1985 w parafii przy katedrze rozdano dla Koszalinian następujące ilości darów: mąki pszennej ponad 100 ton, ryżu około 100 ton, oleju 4000 litrów (800 baniek po 5 litrów każda), cukru około 60 ton, mleka w proszku około 50 ton, tony pieluszek, kremów i odżywek dla dzieci, kilkanaście ton owoców, dziesiątki ton żywności (suszonej kiełbasy, konserw mięsnych i mięsno-warzywnych, kawy naturalnej, kakao i czekolady twardej), dziesiątki ton sprzętu RTV i lekarstw, setki ton odzieży i wiele, wiele innych deficytowych towarów. (68)

Adam Frydrysiak, Tadeusz Wołyniec
Solidarność w województwie koszalińskim 1980-1989

Fragmenty rodziału III


Tytuł pochodzi od redakcji portalu KOMK. W tekście dokonano skrótów, rezygnując z tych fragmentów, które odnoszą się do sytuacji politycznej i społecznej w kraju oraz działalności niezależnych związków w innych niż Koszalin miastach i rejonach województwa koszalińskiego (z wyjątkiem strajku w Białogardzie, który pacyfikowały siły wojskowe i milicyjne z Koszalina).

Przypisy

(1) Dekret Rady Państwa PRL z 12.12.1981 r., stan wojenny (Dz. U. 1981, nr 29 z 14.12.1981 r.), (faktycznie opublikowany 19.12.1981 r. - A.F.).

(2) Technicznie można to było zrobić za pomocą obwieszczeń.

(3) Relacja wojewody koszalińskiego Jana Urbanowicza, notatka w zbiorach autora. 12.12.1981 r. do wojewody dzwonił komendant wojewódzki MO w Koszalinie płk Andrzej Marcinkowski, mówiąc: zamów sobie na jutro samochód na godzinę szóstą. O godz. 3.00 wojewodę obudził dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie informując, co się dzieje.

(4) Relacja A. S. notatka w zbiorach autora.

(5) IPN, Stan wojenny..., op. cit., s. 16 i 17, cyt.: "Posiedzenie Rady Państwa, na którym zatwierdzono przepisy prawne dotyczące wprowadzenia stanu wojennego, rozpoczęło się po północy 13.12.1981 r., ale cała machina stanu wojennego została uruchomiona już wcześniej. Szyfrogram z hasłem "Synchronizacja" - rozpoczęcie działań resortu spraw wewnętrznych w ramach operacji wprowadzenia stanu wojennego - wiceminister spraw wewnętrznych gen. Bogusław Stachura przekazał telefonicznie komendantom wojewódzkim MO kilka godzin wcześniej. (...) Na 24.00 wyznaczono rozpoczęcie operacji "Jodła", czyli internowań, które faktycznie rozpoczęły się jeszcze przed północą".

(6) Relacja W. Szpindora, notatka w zbiorach autora. W dniu 24.06.1983 r. W. Szpindor wystąpił do PGM Zakład nr 2 w Koszalinie, ul. Matejki 19 z prośbą: o wykonanie zamocowania ościeżnicy drzwi wejściowych do jego mieszkania, które zostały wywalone łomem w nocy 13.12.1981 r. przez funkcjonariuszy MO i SB-e - bowiem koszt naprawy powinna ponieść MO lub Skarb Państwa. W odpowiedzi z dnia 1.08.1983 r., L.dz. T-1/RP/396/83, PGM zażądał wpłacenia zaliczki w wysokości 50% wartości przewidywanych robót.

(7) E. Hendzel, Wspominamy pierwszy dzień stanu wojennego. Trzynastego, w niedzielę, [w:] "Głos Koszaliński" z 15-16.12.2001 r. W sprawie utworzenia ośrodków odosobnienia Minister Sprawiedliwości w dniu 13.12.1981 r. wydał Zarządzenie nr 50/81/CZZK, za IPN, Stan wojenny..., op. cit., s. 65.

(8) Batalion Centralnego Podporządkowania liczył od 80 do 100 osób i składał się z czterech plutonów. Poborowi (po wyrażeniu zgody), służąc przez dwa lata w MO, odbywali zasadniczą służbę wojskową. Dowódcami plutonów byli funkcjonariusze MO.

(9) Kompania ZOMO (Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej) składała się z czterech drużyn, w tym jednej specjalnej.

(10) Kompania ROMO (Rezerwowe Oddziały Milicji Obywatelskiej) liczyła około 100 osób. Do ROMO powoływani byli rezerwiści. Dowódcami drużyn, plutonów i kompanii byli funkcjonariusze MO.

(11) Informacja o problemach zatrudnienia byłych więźniów politycznych 1982/1983. Białogard II - rejon Koszalin, s. 3. Maszynopis opracowania sporządzony w stanie wojennym przez G. Cwojdzińską, udostępniony autorowi. Patrz również: APK, KWMO w Koszalinie, sygn. 50/VI/144, s. 136-137. Informacja nr 521/81 zastępcy komendanta ds. SB płk. Józefa Pytla o stanie bezpieczeństwa i porządku publicznego na terenie województwa koszalińskiego.

(12) Archiwum Delegatury UOP w Szczecinie. Wykaz osób internowanych w stanie wojennym w latach 1981-1982 w województwie koszalińskim. Dokumenty ze zbioru T. Wołyńca. W tym czasie w Koszalinie krążyły plotki, że część działaczy "Solidarności" zgłaszała się do internowania sama, w obawie przed podejrzeniem o współpracę z SB.

(13) Niepublikowana relacja G. Stachowiaka z dnia 23.02.2006 r., s. 7. Dalej G. Stachowiak: Następnego dnia, sąsiad i kolega, robotnik z "Unimy", Zbieralski naprawił rozwalone drzwi. Jedna z sąsiadek mówiła potem mojej żonie, że trzech tajniaków stało na klatce schodowej co najmniej od 22.00.

(14) Tamże z 13.02.2006 r., op. cit., s. 19.

(15) Relacje związkowców "Solidarności" ze zbiorów T. Wołyńca. Patrz także: APK, KW PZPR, sygn. 50/VI/144..., op. cit., s. 131.

(16) E. Juszczak, Koszalińskie ciepłownictwo, Monografia Miejskiej Energetyki Cieplnej, Koszalin 2002 r., s. 30-31. Z załogi WPEC został internowany Jan Hana, a Zbigniew Nowak w listopadzie 1982 r. został skierowany do odbycia dyscyplinującego szkolenia wojskowego dla przeciwników politycznych w Czerwonym Borze.

(17) Relacja H. Podsiadły i M. Kalasa. Ze zbiorów T. Wołyńca.

(18) Relacja J. Urbanowicza, notatka w zbiorach autora.

(19) Tamże. Informacji dotyczącej wydania rozkazu zabraniającego użycia broni palnej nie potwierdził w swojej relacji płk H. Hinc.

(20) Relacja H.H., notatka w zbiorach autora. Patrz także: IPN Koszalin, akta prokuratorskie sygn. 146/05/ZK, s. 261. Dokumenty Wydziału Inspekcji KWMO w Koszalinie z dnia 7.01.1983 r. pt. ocena sytuacji polityczno-operacyjnej, prognoz i kierunków działań za okres od 13.12.1981 r. do 31.12.1982 r.

(21) Relacja J. Urbanowicza..., op. cit.

(22) Relacja H.H., tamże.

(23) Relacja H. Podsiadły i M. Kalasa ze zbiorów T. Wołyńca.

(24) AP w Koszalinie, KW PZPR, sygn. 50/VI/144..., op. cit. s. 136-137. Z relacji wojewody J. Urbanowicza wynika, że miał pretensję do płk. J. Pytla o niedotrzymanie obietnicy danej strajkującym w Białogardzie (chodziło o abolicję). Na polecenie płk. J. Pytla strajkujących zatrzymano i przesłuchano. Zaniechanie spisania danych personalnych osób strajkujących i odstąpienie od ich przesłuchania byłoby działaniem niezgodnym z prawem obowiązującym w stanie wojennym.

(25) Ulotka ze Stoczni Gdańskiej o śmierci górników z "Wujka", kserokopia w posiadaniu autora.

(26) Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 12.12.1981 r. zezwolenie na zmianę pobytu w czasie obowiązywania stanu wojennego oraz zasady i tryb postępowania w tych sprawach, Dz. U. Nr 29 z 1981 r., poz. 154. Pani Beata Stawisińska otrzymała trzykrotnie zezwolenie (decyzję) na zmianę miejsca pobytu w czasie obowiązywania stanu wojennego. Zezwolenie pierwsze 8 stycznia 1982 r. L.dz. S.A./87/82, cel wyjazdu do Katowic, podpisane z up. Prezydenta Miasta Koszalina - kierownik Wydziału Spraw Społeczno-Administracyjnych mgr Henryk Wieteska. Zezwolenie drugie z 15.01.1982 r., L.dz. S.A.IV. G/106/82, cel wyjazdu do Katowic, podpisane jw. oraz zezwolenie trzecie z 22.01.1982 r. S.A.-I-G 403/82, cel wyjazdu odwiedziny u chorego, podpisane jw. Dokumenty ze zbiorów T. Wołyńca. W dniu 5 marca 2004 r. Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym Oddział Koszalin złożyło na ręce prezydenta miasta Koszalina wniosek poparty tysiącem podpisów (na wymaganych 500) o nadanie pośmiertnie Jankowi Stawisińskiemu, górnikowi zastrzelonemu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji kopalni "Wujek", tytułu "Honorowego Obywatela miasta Koszalina". W dniu 30 kwietnia 2004 r. radni Rady Miejskiej w Koszalinie głosami 13 do 6 odmówili poparcia wniosku. Za: art. Tylko dla żyjących "Głos Koszaliński" z 27.05.2004 r.

(27) Relacja działaczy "Solidarności" ze zbiorów T. Wołyńca.

(28) Niepublikowana relacja E. Potrykus z dnia 21.02.2006 r.

(29) M. Wronierski, Chłopiec z Wujka, "Gazeta Obywatelska", nr 3 z 16.12.1989.

(30) AP w Koszalinie, KW PZPR, sygn. 50/VII/177, s. 156. Informacja kierownika Wydziału Organizacyjno-Politycznego KW w Koszalinie Andrzeja Lewandowskiego o sytuacji społeczno-politycznej w województwie koszalińskim w dniu 16.12.1981 r. Podobnie: Relacja H. Podsiadły i M. Kalasa. Dokumenty ze zbioru T. Wołyńca.

(31) AP w Koszalinie, KW PZPR, sygn. 50/VI/144, s. 133. Informacja o sytuacji w województwie w dniu 15.12.1981 r.

(32) Na podstawie art. 46, pkt 2 dekretu z dnia 12.12.1981 r. (Dz. U. Z 1981 r. Nr 29, poz.154).

(33) Na podstawie art. 1 ust. 1 pkt 5 i 4 i art. 4 ust. 1 i 4 dekretu z dnia 12.12.1981 r. (Dz. U. z 1981 r. Nr 29, poz. 156).

(34) Wyrok Sądu Wojewódzkiego w Koszalinie z 24.12.1981 r., sygn. Akt II K 46/81/dor. Kopia w posiadaniu autora. W lipcu 1982 r. działacze "Solidarności" z województwa: słupskiego, koszalińskiego, szczecińskiego i gorzowskiego odbywający karę pozbawienia wolności w ZK w Stargardzie Szczecińskim zostali przewiezieni do ZK we Wrocławiu przy ulicy Kleczkowskiej. Stąd po sześciu miesiącach (styczeń 1983 r.) przewieziono ich do ZK w Strzelnie. Po upływie dwóch miesięcy (w marcu 1983 r.) zwolniono ich na mocy abolicji. Relacja H. Podsiadły i M. Kalasa. Ze zbioru T. Wołyńca.

(35) Rewizja nadzwyczajna Ministra Sprawiedliwości PRL K. III. 537/11/82, skierowana do Sądu Najwyższego Izby Karnej. Ze zbiorów T. Wołyńca.

(36) Niepublikowana relacja G. Stachowiaka z dnia 23.02.2006 r. oraz z dnia 5.03.2006 r.

(37) Tamże, s. 9, Uzupełnienie pt. Po drugiej stronie krat, czyli na tak zwanej wolności.

(38) Komitet ds. Radia i Telewizji "Polskie Radio i Telewizja" Rozgłośnia w Koszalinie. Protokół z dnia 2.03.1982 r. dotyczący pracy komisji powołanej na zebraniu POP, Rozgłośni Polskiego Radia i Telewizji w Koszalinie w dniu 26.02.1982 r., celem ponownego rozpatrzenia weryfikacji pracowników Rozgłośni: Władysława Szpindora, Wiesławy Grabie i Ewy Wołosewicz. Komisja weryfikacyjna pracowała w składzie: przewodniczący - Czesław Kuriata, członkowie: Irena Kwaśniewska, Takis Grancaris, Jan Żesławski, Bogdan Żołtak i Ignacy Błaszczyszyn. Protokół sporządzono w 3 egzemplarzach: 1 - dla Komisji Weryfikacyjnej KW PZPR, 2 - dla kierownictwa Rozgłośni PR i TV i 3 - dla egzekutywy POP Rozgłośni. Kserokopia dokumentu ze zbiorów W. Szpindora. Po zwolnieniu z Rozgłośni W. Szpindor pozostawał bez pracy do 1989 r. Zastanawiające dlaczego koszalińskie środowisko solidarnościowe oraz Biskupi Komitet ds. Pomocy nie udzielili mu wsparcia.

(39) Tamże.

(40) M. Sutryk, Na straży wolności o słowa, "Głos Koszaliński" z 2-3.08.2003 r.

(41) AP w Koszalinie, KW PZPR, 50/VII/178, tamże, s. 59.

(42) Tamże, s. 89-90. Informacja za okres 15-20.02.1982 r.

(43) Relacja A.F. oraz M.S., notatki w zbiorach autora.

(44) Z dniem 20 grudnia 1981 r. został odwołany ze stanowiska wojewody koszalińskiego Jan Urbanowicz. Poinformował go o tym w rozmowie telefonicznej gen. Tadeusz Hupałowski. Wkrótce poproszono J. Urbanowicza do KW PZPR, gdzie przewodniczący Wojewódzkiej Kontroli Partyjnej w Koszalinie postawił mu następujące zarzuty: uzyskanie korzyści materialnych przy remoncie mieszkania, brak nadzoru nad wyceną przydzielanych mieszkań oraz nieprawidłowości w rozdziale talonów na samochody osobowe. Negatywna ocena J. Urbanowicza dotyczyła również okresu sierpień 1980 - grudzień 1981, w tym rozmów z przedstawicielami koszalińskiej "Solidarności". Dlatego też WKKP postanowiła usunąć J. Urbanowicza z PZPR. Relacja J. Urbanowicza, notatka w zbiorach autora. W tym samym dniu usuwano z PZPR byłego I sekretarza KW Władysława Kozdrę. Komisja realizowała dyrektywę KC PZPR "skończyć z prominentami". Relacja M.S., tamże.

(45) Relacja J.S., notatka w zbiorach autora. Jedynym wyjątkiem w województwie był ZBROL w Świdwinie, gdzie szefowa zakładowej "Solidarności" E. Karasz zdążyła ukryć dokumenty. Relacja M.G., notatka w zbiorach autora.

(46) AP w Koszalinie, KW PZPR, 50/VII/178, s. 60. Informacja z 1-9.02.1982 r.

(47) Relacja Grzegorza Stachowiaka.

(48) Rejestr osób skazanych w stanie wojennym, rękopis G. Cwojdzińskiej, udostępniony autorowi.

(49) IPN Koszalin, akta prokuratorskie, sygn. S 146/05/ZK, s. 257. Dokumenty wytworzone przez: Wydział Inspekcji KWMO w Koszalinie - ocena sytuacji polityczno-operacyjnej, prognoz i kierunków działań za okres od 13.12.1981 r. do 31.12.1982 r.

(50) Rękopis radiowego wystąpienia A. Janusza w RWE. Kserokopia ze zbiorów A. Janusza.

(51) IPN Gd 0021/498, cytat z dokumentów wytworzonych przez Wydz. II KWMO w Koszalinie (Sprawa Operacyjnego Sprawdzenia kryptonim "Pomost"). A. Janusz we wrześniu 1981 r. wyjechał do RFN, gdzie mieszkał w miejscowości Murrhardt, tam również pracował. W zbiorach autora opracowania znajdują się kserokopie dowodów opłat pobranych przez urzędy pocztowe w RFN za wysłanie do Polski paczek żywnościowych. Adresy odbiorców paczek żywnościowych w Polsce różne. Dokumenty ze zbiorów A. Janusza.

(52) Relacja S.Z., notatka w zbiorach autora. Podobnie: AIPN, MSW II, sygn. 185n/41. Informacja z dnia 2.05.1982 r., s. 41.

(53) Wyrok Sądu Wojewódzkiego w Koszalinie z dnia 7.07.1982 r., sygn. akt II.K.53/82 doraźny, kopia w posiadaniu autora. Patrz również: "Ski" Śledztwo wymaga uzupełnienia, "Głos Pomorza", nr 112 z 8.06. 1982 r. Podobnie: APK, KW PZPR, 50/VI/183, s. 212. Informacja nr 780/82 o stanie bezpieczeństwa i porządku publicznego na terenie województwa koszalińskiego w dniu 31.08.1982 r. Także: P. Kobalczyk, Sądy pełne niepamięci, "Głos Pomorza" z 2001 r., nr 293. Patrz również: IPN Koszalin, sygn. S 146/05/ZK..., op. cit., s. 259. Grzegorz Ziembiński odbył karę 8 miesięcy pozbawienia wolności, po wyjściu zgłosił się do Fabryki Pomocy Naukowych, gdzie pracował i uczył się zawodu stolarza. W rozmowie z dyrektorem dowiedział się, że: "mistrzowie nie wyrażają zgody na jego ponowne zatrudnienie w zakładzie pracy" i dlatego nie będzie przyjęty. Prywatnie powiedziano mu, że ciążą na nim zarzuty "kryminalisty i wywrotowca". Wówczas G. Ziembiński podjął pracę w Koszalińskich Zakładach Naprawy Samochodów jako pracownik niewykwalifikowany do przyuczenia zawodu odlewnika. Za odmowę zapisania się do nowych związków zawodowych i ZMS-u, zakład pracy rozwiązał z nim umowę o pracę. Następnie pracował jako dozorca lub palacz co. W październiku 1983 r. został powołany do wojska i jako element wywrotowy został skierowany do karnej jednostki wojskowej w Orzyszu. Relacja K. Ziembińskiej - matki Grzegorza, ze zbiorów T. Wołyńca.

(54) S. Szadkowski, Spadek stanu wojennego, "Głos Koszaliński" z 12.11.2003 r.

(55) (Inf. wł.) Niebezpieczne archiwum, "Głos Pomorza", nr 116 z 16.06.1982 r. Patrz IPN Koszalin, sygn. S 146/05/ZK..., op. cit., s. 259.

(56) Uchwała Rady Państwa nr PU-1111-20-83 z dnia 8.03.1983 r. - skorzystanie z prawa łaski w stosunku do Jana Martiniego, kopia w zbiorach autora.

(57) Informacja KWMO w Koszalinie z dnia 7.08.1989 r., dotycząca odmowy powrotów do kraju z państw kapitalistycznych oraz wyjazdów emigracyjnych. IPN - kserokopia ze zbiorów T. Wołyńca.

(58) AP w Koszalinie, KW PZPR, 50/VII/92..., op. cit. s. 4 oraz informacja KWMO w Koszalinie z dnia 7.09.1982 r., s. 4.

(59) Rejestr osób skazanych w stanie wojennym, rękopis G. Cwojdzińskiej, udostępniony autorowi opracowania.

(60) Ustawa z dnia 8 października 1982 r. związki zawodowe, (Dz. U. z 1982 r., Nr 32, poz. 216).

(61) Wypowiedź R. Janasa, jednego z liderów Regionalnego Komitetu Strajkowego w Koszalinie, ze zbiorów T. Wołyńca.

(62) Rejestr osób..., op. cit. Główny inicjator założenia organizacji "Front Demokratyczny" został skazany na jeden rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres próby dwóch lat oraz 30 000 zł grzywny.

(63) IPN Koszalin, akta prokuratorskie, sygn. S 146/05/ZK..., op. cit., s. 265.

(64) Tamże, s. 278.

(65) Tamże, załącznik nr 2.

(66) Rozporządzenie Rady Państwa z 19 grudnia 1982 r. zawieszenie stanu wojennego, Dz. U. z 1982 r., Nr 41, poz. 274.

(67) K. Bednarski, Warto dla jednej..., op. cit., s. 57.

(68) Rozmowa z ks. B. Jewulskim przeprowadzona w 2003 r. Notatka w zbiorach autora.


Solidarność w województwie koszalińskim 1980-1989

(17kB)Książka jest pierwszym naukowym opracowaniem poświęconym historii "Solidarności" w województwie koszalińskim. Jest także świadectwem odwagi i determinacji członków "S" walczących o niezbywalne prawa przynależne każdemu człowiekowi do wolności. Była to walka bardzo nierówna. Z jednej strony aparat KW PZPR, kierujący polityką i gospodarką województwa, mający do dyspozycji sądy, prokuraturę, wojsko, administrację oraz funkcjonariuszy SB i MO; z drugiej zaś strony - około 100 000 członków "Solidarności" oczekujących realizacji umów społecznych zawartych w porozumieniach sierpniowych 1980 roku. Większość dokumentów, relacji, wycinków prasowych, ulotek i informacji związkowych wykorzystanych w tym opracowaniu,udostępnił działacz opozycyjnego podziemia Tadeusz WOŁYNIEC. Jego zaangażowanie i determinacja w wyjaśnianiu opisywanych zdarzeń, nawiązywaniu kontaktów z byłymi działaczami "Solidarności", odnajdywaniu kolejnych dokumentów związkowych, umożliwiły przypomnienie faktów wytartych z ludzkiej pamięci, ku pokrzepieniu serc i dla potomnych. Swoimi wspomnieniami podzielił się także Grzegorz STACHOWIAK (zamieszkały obecnie w USA), przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego z 1980 i 1981 roku, niekwestionowany lider koszalińskiej "Solidarności".

Autorzy

(3kB)ADAM FRYDRYSIAK (ur. 1950) ukończył Uniwersytet Szczeciński, Wydział Prawa i Administracji. Pasjonat historii PRL i regionalista. Urodzony na Pomorzu Zachodnim, dzieciństwo i młodość spędził w Drawsku Pomorskim, szkołę średnią ukończył w Świdwinie. Od 1974 roku mieszka w Koszalinie, do roku 1998 pracował jako urzędnik państwowy. Obecnie asystent na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Politechniki Koszalińskiej. Żonaty, syn Maciej - artysta fotografik.


(4kB)TADEUSZ WOŁYNIEC (ur. 1957) mechanik-spawacz w koszalińskim Miejskim Zakładzie Komunikacji. Po 13 grudnia 1981 roku aktywny działacz struktur podziemnej "Solidarności". Wydawca i kolporter nielegalnej prasy, organizator wolnościowych manifestacji. Wielokrotnie aresztowany i skazywany za działalność opozycyjną. Z upoważnienia Lecha Wałęsy organizator struktur regionalnych "Solidarności". Obecnie przewodniczący koszalińskiego związku osób represjonowanych oraz wiceprzewodniczący jego struktur krajowych. Żona - Ewa, dzieci - Monika, Jacek, Łukasz.



(1kB)
® Koszalin 2007 | www.komk.ovh.org | Komitet Obywatelski Miasta Koszalina